Czym dla ciebie jest ultra? - BiegiGorskie.pl

Czym dla ciebie jest ultra?

Bo czym dla ciebie jest ultra. Wiemy to doskonale, że to bieg górski powyżej dystansu maratońskiego- takie przypomnienie samego, powiedzmy dna tematu.

Pamiętacie może swój pierwszy półmaraton górski? Czy odczuwaliście różnicę pomiędzy bieganiem po górach, a bieganiem po powiedzmy płaskim terenie, który w 90% jest utwardzony. Czy wtedy już wiedzieliście, że nie skończy się na tym jednym półmaratonie? Może tak a może nie.

Półmaratony górskie mają tę jedną zaletę według mnie, że gdy są organizowane w powiedzmy wysokim terenie, pozwalają już wprowadzać w inny poziom biegowy – bo tam występują już mocno kamieniste odcinki trasy. Jest podejście jak na razie niezbyt może wymagające i zależy dla kogo, ale jednak jest, no i skoro podejście to i zbieg również na zróżnicowanym terenie. To już jednak widać na dużo ogólnym powiedzmy podglądzie trasy, którego nazywamy fachowo profilem. Nie widzimy jednak odcinka na profilu, który pozwala nam na “dociśniecie gazu”, no chyba że znamy teren. Co innego powie ten, kto trenuje bardzo dużo na trasie ultra a co innego powie osoba, która niestety musi się zadowolić lekko pagórkowatym terenem nieopodal miejsca zamieszkania. Półmaratony górskie już za nami, bo chcemy biegać ultra a profile są jakie są aby wiedzieć po części co nas czeka.

Ultra maraton, czyli jak na wstępie wszystko powyżej dystansu maratońskiego dla Ciebie może to będzie pokonanie aż 80 kilometrów, bo akurat w tegorocznym kalendarzu taki masz cel. Dla innej osoby będzie to bardzo długie przygotowywanie się do w ogóle pierwszego ultra maratonu w życiu na dystansie kilku tylko kilometrów więcej niż wspomniany dystans maratoński. Inny biegacz/biegaczka pomyśli o kolejnej setce a może i więcej. Samo podejście do „ultra” powiedzmy na etapie dystansu będzie różne a jestem przekonany, że jest jeszcze szersze.

Z kolei biorąc pod uwagę poziom trudności tego typu biegania ktoś może obrać sobie imprezę, której trasa będzie bardzo wymagająca technicznie. Myśląc odwrotnie wybierzemy dłuższy dystans aczkolwiek niezbyt trudny technicznie. Jesteśmy głodny tego co stoi przed nami. Nie wiemy co będzie, ale to nasz debiut i to jest dla nas piękne albo jest to Nasz kolejny już start w prywatnej karierze. Linia startu i już „koła piszczą, ale hamulec wciąż trzyma”. A co po starcie? Ogarnia nas szczęście, bo już na trasie. To są pierwsze metry, pierwszy kilometr i tu w ruch idzie plan, który był przygotowywany może do tego konkretnie biegu. Batoniki, żele, woda w bukłaku, zegarki z położeniem GPS i inne elementy, które każdy z nas posiada przy sobie. To wszystko jest jednak mniej istotne choć nie ukrywajmy, że pozwala „przeżyć”, ale właściwie to liczy się sama radość z uczestniczenia i teraz wszystkie te treningi ciężkie, bądź lekkie, mają „swoje 5 minut”.

Gdy pierwszy raz uczestniczyłem w ultra, które rozpoczyna się wieczorem bądź ogóle część biegu trwa nocą, nie mogłem nacieszyć się „magią”. Cudowna linia, gdy się obracam, światełek i noc. Wszyscy śpią a Ty biegniesz. Cisza, pola dookoła, pastwiska, lasy i nic tylko Ty, twoje słabości i te strony charakteru, które będą pokonywane oraz wszystko co nieznane. Jeśli nie miałeś/miałaś możliwości uczestniczenia w trudnych warunkach pogodowych, deszcz, grad czy też palące słońce, to będzie wiadomo, że się przełamiesz i mocno podbuduje to charakter. Pojawiają się śliskie zejścia, trzeba uważać. Są poślizgi, można uszkodzić nogi, czasem a nawet często „zjazdy” w błocie a gdy dołożymy do tego jeszcze liście lub śnieg („Piekło Czantorii”) to już totalny …… Wiemy doskonale, że to wszystko jest chwilowe i biegniemy dalej. Tutaj nie ma zastanawiania się czy decydujesz się na to czy też nie, wręcz musisz to pokonać, chyba że przegrywasz i poddajesz się.

Podczas zawodów widziałem kilku zawodników, którzy na trasie maszerowali w przeciwnym kierunku do biegu a pytając co się dzieje, usłyszałem „rezygnuje”. Były to momenty ciężkie nawet dla mnie i nie zrezygnowałem ale nie każdy jest mną. Mamy oczywiście ciężkie chwile, ale w pewnych momentach „łezka” pomaga, bo działa jak środek przeciwbólowy. A co się stanie gdy dotyka nas ból w nieoczekiwanych momentach? Gdy jest on tak potężny, że trzeba z nim walczyć i środki przeciwbólowe nie pomagają. Czy się poddasz kiedy jego promieniowanie jest tak silne, że aby utrzymywać się musisz o nim zapomnieć? Nie wspomnę o opróżnianiu żołądka, bo czasem jest to widoczne na zawodach. Czasem  jeśli tego nie zrobimy, strasznie nas ogranicza.

Czas „ultra” to czas wyłącznie dla Ciebie, na Twoje przemyślenia. To czas, którego nikt nie zabierze.  Wiemy doskonale, że przelatuje przez umysł bardzo dużo myśli albo czasem nie myślisz o niczym a droga staje się coraz to bardziej krótsza do mety. Wyciszamy się, wspieramy się nawzajem, cieszymy się naturą, widokami, których nie ma na co dzień. Biegniemy sami ze sobą przez te wszystkie czasem strome górskie ścieżki, na których jest pomocny obok łańcuch lub barierka albo i też tego brak i dosłowna przepaść. Występują bardzo ostre kamienie i nie jesteśmy w stanie skakać po nich, bo pachnie kontuzją. Czasem jeśli to niezbyt mocno górski teren a bardzo odległy kawałek drogi przez doliny (Krynica Zdrój), napotykamy na wielu hojnych górali, którzy czekają z wiadrami jakże dobrej zimnej wody. Dochodzimy czasem do momentów kiedy naprawdę nogi już palą. Wchodzimy na tę ostatnią górę lub kolejne już wzniesienie cały czas walcząc ze swoimi słabościami. Zatrzymujemy się na moment, tylko chwilę małą, ale wzniesienie nadal czeka. Nigdy się jeszcze nie zatrzymałem na żadnym wzniesieniu a gdy jestem na szczycie wtedy sam siebie nagradzam łykiem czegokolwiek. Jeśli kończyłeś/łaś jesienną edycję „piekła Czantorii” i bez zatrzymywania pokonywałeś/łaś ostatnią prostą, to wiesz o czym piszę. Nie omieszkam przypomnieć również o bardzo stromym podejściu pod wyciąg narciarski – również na tych samych zawodach.

Przyjrzyjmy się pogodzie, którą mamy podczas zawodów. Jest różnie, słonecznie i potrafi się diametralnie zmienić, w mocną ulewę. Słoneczna pogoda, choćby nawet wysoka, nie przeszkadza tak mocno jak deszcz, ponieważ ścieżki, zejścia są suche. W przypadku deszczu wiele razy bardzo mocno trzeba się koncentrować aby organizmu dosłownie nie uszkodzić. Mamy wiadomo dobry sprzęt czyli buty bądź każdy stara się wyposażać w jak najlepsze obuwie biegowe, ale czasem jeśli nie mamy doświadczenia, musimy zwyczajnie większą uwagę poświęcić na tych kamiennych odcinkach i wiadomo jeśli brak doświadczenia to i najlepsze buty nie pomogą. Potrzebujemy większej ilości energii, która wciąż musimy uzupełniać. Inni, a może i Ty, którzy mają większe doświadczenie w znacznie mniejszym stopniu przejmują się odcinkami biegu, powiedzmy bardziej niebezpiecznymi. Biegną znając swoje możliwości, są doświadczeni i wręcz mogą zwyczajnie rozmawiać przy wysokim tempie a co za tym idzie sprawia im to wielką frajdę – piękno gór i uczestnictwo.

Nie mają tak wielu oczywistych upadków w sensie fizycznym i psychicznym podczas „ultra”, których doświadczają początkujący, ale i oni pokonują to wszystko. Musimy w pewnych momentach zwyczajnie przejść kawałek. Mowa tu o bardzo stromych podejściach lub nie do końca, bo czasem zwyczajnie tak trzeba i nawet doświadczeni tak pokonują trasę. Czasem zwyczajnie odcina nam „prąd”, głowa mówi organizmowi „stop”. Czy to oznacza, że organizm Nasz nie był przygotowany na takiego poziomu wysiłek? To jednak nic złego, bo trzeba pozwolić sobie na chwilę regeneracji i wykorzystajmy to na doładowanie siebie otwierając batonik, żel czy cokolwiek co ma nam pomóc w dalszej walce. Walka również występuje gdy zwyczajnie nie przechodzi nam nic przez gardło. Gdy zwyczajnie mamy dość wszystkiego. Czujemy się jak uchodzi z nas ostatnie powietrze a do mety jeszcze daleko.

Na ostatniej imprezie biegowej (Ultra Chojnik) od jednego z zawodników, gdy biegliśmy końcówkę i właściwie w nogach nie czułem jeszcze zmęczenia a pojawiały się proste odcinki, słyszałem – „jest prosta, to oznacza…”. To oznacza, że należy biec, bo w przeciwnym wypadku nie idziemy z „filozofią ultra”, a dodatkowo również czas na limitach wyśrubowany więc…. Odczuwałem wtedy, że mimo krótkiego, ale intensywnego przygotowania się do pierwszego w sezonie biegu, byłem w stanie pokonać dłuższy odcinek.

Wiem doskonale, że czasem na prostych odcinkach nie mamy już sił i szukamy motywacji aby biec. Jestem dobrej myśli, że każdy z was tę motywację znajduje. Może należy wtedy pomyśleć, że będzie bliżej do mety, a może wymyślmy sobie malutki cel do wykonania w tym czasie albo małą nagrodę. Czyż nie będzie łatwiej? Myśląc takimi kategoriami będziemy mogli  również może wbiegiwać.

Wbiegiwanie to kolejny szeroki temat, bo tu bardzo wielu z nas wybiera kijki i nie jest to nic dziwnego. Odciążamy tym samym nasze nogi. Właściwie to użyłem kijków do tej pory tylko jeden raz gdy pokonywałem „Piekło Czantorii”. Szczerze powiedziawszy trasa bardzo trudna i wymagająca, ale tylko dla takich chwil się żyje. No cóż kijki pozostawiam.

Jak widać „ultra” to nie tylko dystans od startu do mety. To często „ultra” myślenie i nastawienie. Niektórzy z nas w dystansach „ultra” tylko się widzą. Na dystansie maratońskim dopiero się powiedzmy rozgrzewają. Zakończyli więc etap „biegania po asfalcie”. Niektórzy z obserwujących „ultra zawodników” może pomyślą, że to tylko wbieg na granię i tyle, ale w rzeczywistości to jest szeroki temat jak widać. To bardzo długie wybieganie po bardzo nieprzewidzianym terenie no i jeszcze zróżnicowanych warunkach pogodowych.

Wybierać możemy dowolnie w „ultra”. Są zawody, które opierają się na mniejszych stopniu trudności czyli małe przewyższeniach ale tutaj mamy przed sobą dłuższy dystans no i mniej punktów UTMB. Mamy również duże przewyższenia, które „dają w kość” a myśląc o przewyższeniach tych mam na myśli wszystko powyżej 5000m. Mogę się przyznać, że wolę tylko takie zawody ze względu na punkciki UTMB. Czyli góra, dół i tak cały czas i może czasem zdarzy się prosty odcinek, który pozwoli na chwilowo głębszy oddech. Jeśli znudzi nam się teren górski w naszym kraju nic nie stoi na przeszkodzie aby spróbować się za granicą. Poza bieganiem po górach uprawiam również bieganie „ultra” na nartach, ale to już odrębny temat.

Moim zdaniem do „ultra” nie można się spieszyć, ale gdy tego doświadczymy, zostajemy. Chyba o wiele lepszymi widokami chcemy karmić swoje zmysły i zwiedzać nieznane zakamarki szlaków niż tylko oglądać wystawy sklepów, których jest przecież bez liku na biegach ulicznych. Będąc na wzniesieniu nie możemy się powstrzymać aby nie wykonać pięknej fotki. Piękne zdjęcia a jeszcze piękniejszy jest wschód czy zachód słońca na nich. Nie wspomnę o zwierzynie, którą mijamy, kozy czy stado baranów. To wszystko można nazwać bonusami, których nie ma w regulaminie.

W niektórych punktach czytania miałeś/miałaś przecież inne myślenie, a może coś się uświadomiło. Nawet gdy nie ma pomysłów na kryzysy to przychodzą w nieoczekiwanych momentach. Może motywujecie się już niedaleko czekającą metą? Czujesz jej zapach, smak zwycięstwa nad samym sobą albo wykonany plan z dobrym czasem. Czy udało się? Tak, pokonałeś te wszystkie trudności, które już pozostawiasz za sobą.

Cieszysz się, że za chwilę napijesz się zimnego piwka i uściskasz tych, którzy czekają aby pogratulować. Jeśli są z Tobą tylko Ci, którzy doceniają Twój włożony w te zawody wysiłek to cieszy to podwójnie. Mimo wszystko i tak atmosfera na mecie jest taka jak ma być. Taką pasję, hobby obrałeś/obrałaś i to jest twoje miejsce. Nie wiadomo co będzie za kilka lat czy dalej kręcić będą zawody „ultra” czy coś innego, ale to dopiero lata pokażą. Na ten czas jesteś ultrasem/ultraską z większym bądź mniejszym doświadczeniem i jeszcze wiele przed tobą a zdjęcia i chwile zapisane w umyśle nigdy nie blakną.

Mateusz Hyski

Napisane przez

Dominik Ząbczyński

Jeszcze nie skomentowany

Dodaj swój komentarz

Wiadomość

*